Autonomiczne auta kontra rowerzyści – wojna przyszłości

Oceń tekst

Wyobraź sobie rok 2035, jedziesz swoim autonomicznym autem do pracy, czytasz maile, planujesz dzień, dopijasz kawę. Ruch jest idealnie płynny, żadnych korków, wszystkie auta zatrzymują się i ruszają w tym samym momencie. Wszystko dlatego, że dla autonomicznych aut zostały wyznaczone specjalne pasy. Bez pieszych ani rowerzystów. I wtedy prosto przed koła pakuje ci się cyklista, któremu się śpieszy. On wie, że wszystkie auta się zatrzymają. Blokuje cały ruch, zamiast przejechać przez specjalne przejście kawałek dalej.

Do 2035 prawdopodobnie ponad 25 procent wszystkich aut będzie w pełni autonomiczne. Czyli nie będą wymagały udziału człowieka. Jak wiadomo, ludzie potrafią być okropnymi kierowcami. Przejście na autonomiczne auta może zmniejszyć ilość wypadków śmiertelnych na świecie nawet o 1.34 miliony rocznie.

Jednak pojawienie się aut autonomicznych cofa nas  w kilkadziesiąt lat wstecz (piękne czasy), kiedy w miastach najważniejsze był auta, dopiero potem piesi. Teraz miasta rozwijają się coraz bardziej w stronę ruchu rowerowego i transportu zbiorowego. Korzyści płynące z aut elektrycznych i autonomicznych mogą to zmienić.

„Problem” stworzony przez rowerzystów.

Autonomiczne auta, aby poruszać się bezpiecznie, używają kamer, szczegółowych map, radarów i w przypadku samochodów Google, lidarów — technologii zapożyczonej z oceanografii.

Google i Waymo, czyli samochodowa odnoga giganta z Mountain View, testują autonomiczne auta od 2009 roku, przejeżdżając w tym czasie ponad 4 miliony kilometrów bez kierowcy, ucząc swój system jak wchodzić w interakcje z innymi uczestnikami drogi.

Autonomiczne auto zatrzymuje się, jeśli wykryje obiekt na swojej drodze. Teoretycznie. Praktycznie systemy mają duże problemy z rozpoznawaniem rowerzystów, szczególnie z prędkością, z jaką jedzie rower. Drugą sprawą jest to w ilu kształtach i rozmiarach są rowery. System AV (Autonomous Vehicle — autonomiczny pojazd) często nie wie po prostu na co patrzy. Masywniejsze motocykle, czy łatwiejsi do rozpoznania piesi, nie stwarzają takiego problemu.

Trudno jest określić nawet w którą stronę rower jedzie. Deep3DBox, program do rozpoznawania obiektów 3D na zdjęciach jest w tym najlepszy. Rozpoznaje rower tylko w 74% przypadków, a kierunek jego ruchu w 59%. Zła pogoda utrudnia to zadanie.

Były CEO Renault-Nissan Carlos Ghosn opisuje cyklistów jako największe problem autonomicznych aut. Czasem zachowują się jak piesi, a czasem jak pojazdy i nie przestrzegają żadnych zasad.

Pan Ghosn ma tutaj całkowitą rację, rowerzyści to największy problem współczesnego ruchu drogowego, który będzie się tylko pogłębiał wraz z postępem automatyzacji. Dla zwykłego kierowcy przewidywanie ruchów rowerzysty graniczy z niemożliwością, a co dopiero dla autonomicznego. Google zdaje sobie z tego sprawę, dlatego ich system rozpoznaje sygnały, które rowerzysta daje ręką (jedyny sygnał, jaki widziałem u rowerzysty to środkowy palec, gdy wymuszał pierwszeństwo), zna różne kształty i rozmiary rowerów oraz zostawia im więcej miejsca przy mijaniu.

Jednak problem nieprzewidywalnego zachowania w ogóle nie został rozwiązany. Dopóki rowerzyści nie zaczną przestrzegać zasad ruchu drogowego, niepowstanie idealne rozwiązanie.

Autonomiczne auta tylko poza miastem?

Co autonomiczne auto powinno zrobić, gdy wykryje pieszego lub rowerzystę? I co się stanie, gdy ludzie nauczą się, że można po prostu wejść pod koła AV, żeby się zatrzymał? Rowerzyści już teraz to robią bez patrzenia, a co dopiero gdy ryzyko wypadku zmaleje.

To czyni autonomiczne auta bezużytecznymi w mieście ( bo każdy powinien mieć prawo rozjechać rowerzystę). Algorytm zawsze będzie wybierał bezpieczeństwo przechodniów i to dobrze, jednak ludzie będą tego nadużywać i przejechanie przez miasto może zająć dużo więcej czasu w autonomicznym aucie.

I mówimy tu o podobnych do siebie miastach europejskich lub w Ameryce północnej. W Indiach czy Chinach, gdzie pojawiają się zupełnie inne typy pojazdów, a ruch pieszych jest dużo większy i chaotyczny, ruch AV zaczyna graniczyć z niemożliwym.

Jak rozwiązać problem autonomicznych aut?

Jednym z rozwiązań są inteligentne ulice. Rozszerzenie internetu rzeczy na całe miasta, dzięki czemu samochody nie będą „zaskoczone” gdy dziecko wybiegnie zza budynku. Pojawiają się tu jednak kwestie prywatności. Miasto będzie śledziło wszystkie nasze ruchy. Z drugiej strony, zniknie problem typu „czuja wina” w wypadku stłuczki.

Drugi pomysł to instalowanie nadajników RFID na rowerach, które będą ciągle komunikowały autom swoją pozycję. Pozostawia to pieszych i, niestety, większość rowerzystów, którym nie będzie się chciało z systemu skorzystać. Przecież nawet odblask to dla nich zbędne obciążenie.

Stoimy u progu wyboru bezpieczeństwo kontra wolność. Pojawiają się głosy, aby za bezpodstawne zatrzymanie autonomicznego auta karać mandatami. Po głębszym przemyśleniu myślę, że to dobry pomysł. I budżet się podreperuje i ludzie nauczą się nie wskakiwać pod koła. AV i tak są opakowane kamerami i całą resztą technologicznego ustrojstwa. Zrobienie zdjęcia w przypadku nagłego hamowania i wysłanie go dalej to żaden problem.

Pojawiają się również głosy o segregacji. Niektóre drogi mają być tylko dla autonomicznych aut, z całkowitym wyłączeniem innego ruchu. Jest to jakieś rozwiązanie, jednak w miastach zupełnie niemożliwe do zrealizowania, a poza miastem, na trasach szybkiego ruchu, niepotrzebne.

Ja nie mogę się doczekać czasów, gdy autonomiczne auta staną się dostępne dla wszystkich. Najważniejsze, że mniej ludzi będzie umierać na drogach. Problem rowerzystów może częściowo rozwiązać test z zasad ruchu drogowego, taki jak dla kierowców, aby w końcu nauczyli się jeździć. Ale nawet wtedy nic im nie będzie pasować. Taki jest już rowerzysta na drodze. Święta krowa blokująca drogę ku przyszłości.